Wietnamski street food - słodkie inspiracje

Street food w Wietnamie. Dostępny na każdym kroku. Tani i mega popularny. Nie jest to przy tym zwykła mieszanka cukru i tłuszczu, którą tak uwielbiają bahory i często pól dnia zatrują, żeby dostać np. ulubione frytki (które nawet koło ziemniaków przecież nie leżały). W Wietnamie, pomijając oczywiście korpo fast foody, jedzenie uliczne w wersji na tłusto jest z reguły tak doprawione, że wypala naszym słodziakom gęby, wiec sami z tego rezygnują, w przeciwieństwie do nas rzecz jasna.
Ze jedzeniem na słodko jest już niestety dużo trudniej, gdyż wietnamska ich wersja jest niestety baaaardzo dobra! a to sprawia, ze nasze słodziaki o te słodkie będą jęczeć nieustannie! 

Naszym hiciorem były wietnamskie naleśniki z bananami: ich zapach roznosił się na co drugiej ulicy, dzieciakom ślinka ciekła z mordek, kiedy patrzyły jak sprzedawca zręcznie nalewa ciasto, smaży, dodaje banany, żółciutkie i gorące składa, polewa czekoladą, przekłada na talerzyki, kroi w kwadraciki i jak zawsze z uśmiechem na ustach podaje! Pychota! 


Naleśniki Wietnam
Street food w Wietnamie
Żeby jednak nie było normalnie, bo norma to słowo którego my cyrkowcy nie trawimy, to nasze kulinarne wykręty musiały popisać się i w tym przypadku jakimś odchyłem. I tak oto nasz Tymon, który zazwyczaj zajada się bananami, naleśniki z bananami zawsze kupował... bez bananów, tylko z samą czekoladą, a Klara, która w życiu, za bobasa jeszcze, zjadła jednego, jedynego banana, po czym go calutkiego wyrzygała i nie ugryzła więcej nigdy ani kawałka tego owocu, o dziwo jadła wietnamskie naleśniki z bananami, za to bez czekolady, choć ją uwielbia! Nie pytajcie mnie jak to się stało, że moje gówniaki są do tego stopnia kulinarnie pokręcone, pod tym względem rodzicielsko dałam dupy - moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina, no ale cóż...


Wietnamski Street food
Naleśniki są pycha!
Ich zachciewajki, zwłaszcza Księżunia, doprowadzały mnie już niejednokrotnie do furii, a w tym przypadku tez narażały nieco na śmieszność, więc kiedy po raz piąty miałam wyprosić od człowieka nie mówiącego po angielsku, że chcę dla synalka jego pyszne naleśniki z bananami bez bananów, to stwierdziłam: basta! Księżuniu, szczęście ty moje, co podniebienie masz tak delikatne i wrażliwe na bananową konsystencję (bo to ponoć przez nią te ciepłe banany były nie do przełknięcia) masz tu kasiorkę i sam sobie kup te naleśniczki! Mój Stary przyklasnął temu pomysłowi, udzielił wybrzydzalskiej jegomości ostatniej lekcji angielskiego, po czym od razu zabrał się za aparat, by uwiecznić tę wiekopomną chwilę! I nareszcie Tymon sam sobie kupił wietnamskiego naleśnika z bananami ala Księżunio, czyli bez bananów! Trudno uwierzyć, ale poszło mu zadziwiająco szybko! I był baaardzo z siebie dumny!

Wietnamskie jedzenie
Uliczni sprzedawcy - Hanoi
Od tamtej akcji zawsze sam kupował sobie żarcie na streecie. Jako typowa kulinarna konserwa pozostał jednak przy swych naleśnikach, nigdy nawet nie spróbował innej potrawy na słodko ani innej naleśnikowej wersji... (znów: moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina)
Plus jest taki, że chociaż te parę angielskich słów mu we łbie zostało! May I have? Please, thank you, ten, fifteen, pan cake, no banana, no banana, no banana!!!😬


Wietnamska kawa
Wietnamska kawa - mocna i słodka!
Tyle w kontekście słodkiego Wietnamu w opcji dla dzieciorów. My, dorośli rządzimy się już innymi prawami, a i gusta mamy w lepszym smaku, wiec i ja i Mój Stary z rozrzewnieniem wspominamy szczególnie jedną, słodką, wietnamską rzecz - kawę! Oboje pijamy kawę bez cukru, ale w Wietnamie inaczej się po prostu nie da. Prawdziwa wietnamska kawa jest mocna i słodka! Napój Bogów!

Dla chętnych kilka wskazówek jak przyrządzić sobie taki słodki Wietnam we własnym domu. Oczywiście przepisy nie ode mnie, tylko od specjalistki w tej dziedzinie (vegabanda.pl), wiec nie ma obaw, że się nie uda! Inspirujcie się i powodzenia!




Wietnamskie naleśniki z bananami – bez glutenu, bez cukru, 3 składniki

Naleśniki po wietnamsku
    vegabanda.pl
                                                                                                                                          
Składniki:
- 1 puszka mleka kokosowego (400 ml)
- 1 szklanka mąki ryżowej (250 ml)
- 2 dojrzałe banany

Naleśniki po wietnamsku
vegabanda.pl
                                                                                                                               
Wykonanie:
  1. Do miski przekładamy mleko kokosowe i dokładnie mieszamy trzepaczką.
  2. Stopniowo dosypujemy mąkę ryżową, mieszając (tyle, żeby powstało gęste ciasto naleśnikowe).
  3. Odstawiamy ciasto na 10 minut.
  4. Banany kroimy w plasterki.
  5. Na rozgrzaną, cienko posmarowaną olejem patelnię nalewamy porcję ciasta i smażymy przez chwilę, aż naleśnik da się podważyć i przełożyć na drugą stronę.
  6. Przekładamy naleśnik na drugą stronę i na połowę nakładamy plasterki banana.
  7. Składamy naleśnik i smażymy przez chwilę z obu stron.
  8. Naleśniki możecie podać z ulubionymi dodatkami, np. czekoladą, dżemem, owocami, sezamem, syropem klonowym.
Smacznego!


Kawa po wietnamsku

Zaparzacz Phin
vegabanda.pl
Składniki:
- 2 łyżeczki kawy mielonej (najlepiej wietnamskiej kawy Trung Nguyen)
- 1 filiżanka (150 ml) gorącej wody
- ew. 5 łyżek słodzonego, skondensowanego mleka zagęszczonego (w wersji wegańskiej śmietanka roślinna)
- ew. kostki lodu

Zaparzacz Phin
vegabanda.pl
 Wykonanie:
  1. Do filiżanki lub szklanki wlewamy mleko lub śmietankę. Jeśli pijesz czarną kawę, pomiń ten krok. Jeśli pijesz kawę na zimno, dodaj kostki lodu.
  2. Do wietnamskiego zaparzacza (Phin) wsypujemy kawę, ubijamy ją łyżeczką i przykrywamy okrągłą częścią zaparzacza, dociskając.
  3. Powoli wlewamy wodę, (ok. 40-50 ml). Czekamy chwilę, aż woda wsiąknie w kawę i dolewamy resztę.
  4. Przykrywamy pokrywką i odstawiamy na kilka minut żeby kawa się zaparzyła.
Smacznego!



Komentarze

  1. Pyszne, właśnie spałaszowaliśmy na śniadanie. Tylko trzeba mocno rozgrzacz patelnie, uważać, żeby nie obracać za wcześnie, bo wtedy naleśnik się sypie i rozwala. Czekać na pęcherzyki powietrzna. Do środka obok banana polecam gorzka czekoladę, żeby też się rozpuściła. Dzięki za inspiracje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tu już mega specjalistyczne porady - Dzięki Zosiu!

      Usuń
  2. "wyrzygała", "bahory","moje gówniaki ", "Mój Stary", "rodzicielsko dałam dupy".... zdaje się, że miało być "śmisznie", na luzie i tak "nowocześnie", a wyszło prostacko i wulgarnie. P.S. "bahory" piszemy przez "ce ha" haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, z ortografią zawsze byłam na bakier, więc dzięki za uwagę. A co do reszty...no cóż, myślę, że to kwestia dystansu do siebie, swojej rodziny, partnera, trudnych sytuacji. I poczucia humoru. Ono bywa różne i tak właśnie powinno być. Ja lubię ironię i szyderę. Ale zdaję sobie sprawę, że moje teksty wielu nie będą bawić. Trudno.
      I jeszcze jedno: cieszę się, drogi Czytelniku, że mój tekst nie znudził Cię już po pierwszym akapicie, lecz zirytował, zaburzył Cię do tego stopnia, że przeczytałeś go do końca, a nawet zechciałeś skomentować. Dzięki i liczę na kolejne komentarze. :)

      Usuń
  3. Nie prowokuj kobito ;) ale skoro mamy "dystans do siebie i poczucie humoru", to mniemam, że nie urażę.
    Nie przeczytałam do końca, nawet do połowy nie dobrnęłam (chociaż i tak procentowo-objętościowo dotarłam o wiele dalej niż w "Księgach Jakubowych" "noblistki", więc jakiś powód do dumy może być :)
    Trafiłam przez przypadek, szukając przepisu na naleśniki z bananem (najbardziej wartościowy fragment tekstu).
    Ja po prostu nie rozumiem obsesyjnego dążenia do blogowego ekshibicjonizmu. A we lwiej części czytanie tego to nic innego, jak ....marnowanie czasu i uwagi - a to zasoby nieodnawialne.
    Nigdy wcześniej nie było pokolenia, które tak skrupulatnie dokumentowałoby swoje życie, tak niewiele w nim osiągając.
    Może nie warto tracić czasu na rzeczy, które nie są nam do niczego potrzebne, aby zrobić wrażenie na osobach, które nie są nam do niczego potrzebne ?
    I tak, jak nie każdy Zenek powinien śpiewać, tak nie każdy powinien pisać. A szczególnie jak jest z ortografią i kulturą języka na bakier. Jeśli wywołam tymi uszczypliwościami jakąkolwiek refleksję, to już będzie dobrze.
    Kończę tą epopeję z życzeniami - więcej podróży małych i dużych, mniej dokumentowania.
    P.S. Ładne zdjęcia, może na tym warto się skupić?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty