Ferie w Beskidzie Sądeckim - przypadkowy sztos!

DOKĄD
Ta zagwozdka często całymi tygodniami spędza nam sen z powiek. Problem to właściwe żaden (oby każdy miał tylko takie!), ale z reguły myślimy o tym długo, a nawet kłócić się o to potrafimy, więc nie ma co go lekce sobie ważyć! A że to dylemat z tych, co to tylko w krajach pierwszego świata mają szansę zaistnieć, to już inna sprawa...
Tak czy siak, w tegoroczne ferie destynacja właściwie bardziej wybrała nas, niż my ją. Bo oto mi - odwiecznemu pechowcowi trafiło się w tym roku jak ślepej kurze ziarno i wygrałam w konkursie internetowym wyjazd w góry dla całej rodziny! A dokładnie do Tylicza! Wiem, jak to brzmi, ale tak właśnie było! Tegoroczna feryjna destynacja nie pozostawiła nam więc większego wyboru. Pozostało tylko spakować się i jechać! Mój Stary marudził wprawdzie, ze śniegu nie ma (bo faktycznie nic go nie zapowiadało), ale ja w kościach czułam od samego początku, że będzie nam tam po prostu DOBRZE!


Tylicz - najmłodsi narrciarze
Klara i stok w Tyliczu

wyruszamy w góry
Gotowi na stok? - Jedziemy!

DOJECHALIM
Droga z Gdańska do Tylicza w Beskidzie Sądeckim to dla nas droga przez mękę. Niby częściowo autostrada, ale jednak te 570 kilosów z rozkrzyczanymi dzieciarami na tylnim siedzeniu robi swoje.
Dojeżdżamy wymęczeni, Mój Stary, który nienawidzi prowadzenia samochodu, niechętnie wypuszcza nas nawet na siku, żeby tylko jak najszybciej mieć tę drogę z głowy. W górach jesteśmy, kiedy jest już zupełnie ciemno. Na ostatnim odcinku ja i dzieciaki siedzimy przylepieni do szyb auta w poszukiwaniu wzrokiem kwintesencji zimy, czyli śniegu, ale jeszcze 20 km przed Tyliczem wciąż go brak. Rozpacz!... I nagle... wjeżdżamy jakby w jakiś mikroklimat, temperatura spada...i jest!!! Najpierw powoli, jak żółw ociężale, ale już rusza maszyna ze śniegiem ospale... i biegu przyspiesza i jest go wciąż więcej, i biel dookoła i pełno go wszędzie!

Taaaak! Mamy to!

Parkujemy przed pensjonatem, wysiadamy, a nasze gdańskie dzieci zachowują się jak dzikusy, które śniegu nigdy nie widziały! Nagle cale zmęczenie im mija, już biegają, są czerwoni na pyskach, rzucają śniegiem w siebie i we mnie i zjeżdżają na kolanach i na swoich czterech literach po oblodzonej drodze, a ja myślę sobie tylko – trudno, najwyżej przeproszę jutro właścicielkę i innych gości za te nocne hałasy pod oknem.


PENSJONAT „POD DZIECIAKI”

Pierwszy raz w życiu korzystam z takiego noclegu. Przy wejściu witają nas dwa białe, kudłate, miluchne baranki o drewnianych nogach i czarnych oczkach. Właściwie wszystko jest tu trochę jak one: proste w formie, klasyczne i miluchne. Wszystko z myślą o dzieciach: dużo przestrzeni, ciepłe barwy, naturalne materiały. Na dole wielka jadalnia, na której nareszcie nie muszę się obawiać krzywych spojrzeń pozostałych gości hotelowych w kierunku mojego popisującego się, bekającego syna i wylewającej córki, bo tu wszyscy mają dzieci i te dzieci też czasem rozlewają (no, bekanie na zawołanie to jednak wyższa szkoła jazdy).

Są nawet plastikowe różowe kubeczki i talerzyki dla księżniczki Klary;), gorąca czekolada dla Księżunia Tymona, mocna kawa bez ograniczeń dla mamuśki i wegejedzonko dla wegetaty. Cały Cyrk jedzeniowo usatysfakcjonowany!

zabawa w kulkach
Nura w kulki! - pensjonat w Tyliczu

Najlepsze jednak jest w tym sprofilowanym pod dzieciaki pensjonacie to, że ma ogromny plac zabaw na poddaszu, a tam i kulki, i zamek, i lego, i kuchnia, i zabawki, i piłkarzyki, i konsola, i jeszcze koleżanki i koledzy... No żyć nie umierać! Nareszcie nie muszę słuchać: „Mamo, pobaw się ze mną!”, albo „Mamo, nudzę się”!W takim miejscu jedyne co muszę, to pocałować, jak młoda nabije se za dużego guza, a starszemu liczyć czas na minecrafcie... Takie miejsce ma ten jeden, jedyny mankament, że ostatecznie, aby w ogóle móc zaciągnąć dzieciory wieczorem do pokoju, muszę oderwać je od tych wszystkich rozrywek na siłę (czasem udaje się przez negocjacje, ale zdecydowanie lepiej sprawdza się tu mały szantażyk).

CO ROBIMY?

No oczywiście narty. W końcu po to przyjechaliśmy! Z zapałem godnym mistrza olimpijskiego i z umiejętnościami niestety niegodnymi prawdziwego narciarza szusujemy (albo ewentualnie pługujemy) ile wlezie! Młodym wykupujemy szkółkę narciarską i pieczemy tym sposobem dwie pieczenie na jednym ogniu: po pierwsze: my – Starzy mamy trochę wolnego czasu, a po drugie: oni JEŻDŻĄ! Niestety, nie mają skrupułów i po kilku dniach jeżdżą nawet lepiej od swej rodzonej matki!   
narciarze - maluchy w Tyliczu
Odwieczny banan na twarzy - Królowa stoku!

bitwa na śnieżki
Bitwa trwa!


Oprócz nart zaliczamy jeszcze zimowe łażenie po górach. Trasa 7 kilometrów. Niemożliwe z małymi dziećmi? Otóż możliwe! Nawet dla tak opornych łazików jak nasze. Żeby Tymon – nasz domowy Księżunio nie jęczał, że jeszcze tyle do przejścia wystarczy przeprowadzić po drodze kilka bitew na śnieżki i zbudować bałwana. Młodej z kolei trzeba po prostu dać w łapę kij (symbol władzy) i puścić jako panią przedszkolankę przodem. Przez resztę drogi ona wtedy idzie i nami dyryguje. Nami, bo komuś musi przypaść w udziale rola Bartka, Franka i Hani (niegrzecznych ziomków z przedszkolnej grupy). I jakoś wtedy leci.

zimowe spacery po górach
Pani Klara prowadzi swoją gromadkę;)


bałwan w górach
Ale z niego Bałwan!

Inną opcją jest wycieczka do Krynicy-Zdrój. Zawsze to jednak przyjemnie jest zrobić dzieciakowi mały dżołk i się z nim założyć o piątaka, że nie wypije w pijalni wód małej szklaneczki wody... a potem patrzeć, jak się krzywi spijając jajem walącą, aczkolwiek megazdrową wodę, po to tylko, by tą kaskę dostać! Jak da radę, to twardziel, sztos! Piątal się należy! No, a oprócz tego Krynica jest po prostu piękna!

zdrowa woda w krynicy-Zdrój
Do dna! - w pijalni wody w Krynicy-Zdrój

A WIECZOREM?
Wieczorne ogniska to jedne z moich najlepszych wspomnień z czasów dzieciństwa. W tych wspomnieniach jest zawsze kupa ludzi: ciotki, wujkowie, znajomi, ale też zawsze inni „wczasowicze”. Ojciec polewa i opowiada dowcipy, matka śpiewa, wszędzie słychać jej srebrzysty śmiech, a my – gówniarze, robimy co chcemy. I to jest piękne!

To oczywiście tylko słodkie wspominki (każdy w pewnym wieku łapie się na takich właśnie wyidealizowanych wspomnieniach), ale nietrudno mi się w związku z tym dziwić, że na samą wieść o wspólnym ognisku zrobiło mi się ciepło koło serca! Co prawda, kiedyś to było inaczej, teraz też jest inaczej...więc i obecne ogniska są inne, ale i teraz nasz gospodarz częstuje bigosikiem, kiełbaskami, herbatką i domowym przepysznym bimberkiem, goście się zbierają, pogadają, zintegrują, jest miło.

A dzieciaki? no... tu się niewiele zmienia – te dalej robią co chcą. Przy okazji ogniska szajka najmłodszych realizuje swój własny zestaw „świetnych” pomysłów. Pierwsza w kolejności jest zabawa rozżarzonymi patykami... patrzysz na to (bo twoje prośby, by zaprzestać tej destrukcyjnej czynności oczywiście nie skutkują) i zastanawiasz się, co spali się pierwsze: narciarskie rękawiczki czy narciarska kurtka kupiona specjalnie na ten wyjazd...  


ognisko w Tyliczu
Pianki z ogniska - ale Pycha!

Druga idea fix naszych milusińskich to oczywiście pieczenie pianek. Znają to oczywiście tylko ci starsi, co już jakieś holywoodzkie dzieła zdążyli łyknąć, ale to jeszcze gorzej, bo ci są już niereformowalni i patrzą na ciebie jak na kosmitę, kiedy mówisz im, że to niezdrowe. Ma być i koniec! No więc kupując „prowiant” na ognisko kupujesz i im te pianki dla świętego spokoju, a potem patrzysz jak ta cała słodka chemia, spalona właściwie na węgiel znika w czeluściach twojego dziecka... Jak się nie porzyga – to sukces!

THE END

Dziewięć dni ferii w Tyliczu mija oczywiście za szybko. Wracamy z nowymi umiejętnościami narciarskimi, wybawieni na śniegu i usatysfakcjonowani widokami. Jak rzadko udało nam się nie zaliczyć na wyjeździe cyrku na kółkach. no... może tylko w wersji mini. Więc pełen sukces! Nawet jednak tak udany wyjazd ma swoje wady – teraz muszę gdzieś zgubić te dwa kilo, co mi się w międzyczasie do bioder przyczepiło...  



P.S.: Jeśli ktoś chciałby wiedzieć coś więcej o pensjonacie, w którym byliśmy, proszę o kontakt na priva. Myślę, że Pan Grzegorz się nie obrazi ;)

Komentarze

Popularne posty