Czerwcowe Kaszuby: spartańskie warunki, męskie zabawy i pylące trawy!

Zbliża się kolejny czerwcowy weekend, a my tkwimy w bezruchu. Pandemia zaorała wszystkie nasze plany. Trwa wyjazdowa posucha. Obawiam się, że utkniemy w niej na resztę wakacji (a może nawet roku) i włosy staja mi dęba...

Zawsze znajdzie się jednak ktoś, kto zmobilizuje nas choćby do krótkiego wypadu za miasto. Tym razem dzwoni Stary Kumpel Mojego Starego. Stary – bo jeszcze z czasów studenckich, czyli z ubiegłego wieku! I nawija makaron: że tu niedaleko ma jakiś kawałek ziemi na Kaszubach, że domu co prawda nie ma, tylko gołe mury, ale działka pięknie położona i jest toi toi (moja ulubiona toaleta) i jakąś nawet wodę i prąd doprowadził, więc pakujmy namiot i jedźmy!


szlauch w akcji
Tymon w swoim żywiole!


zabawa z wodą
Hela szaleje!


Nooo, spartańskie warunki z dzieciakami na Kaszubach – to chyba w nagrodę za bycie matką Polką! O niczym innym nie marzę (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że do tej letniej wielkiej trójcy dojdzie mi jeszcze bonusik – alergia)! Jednak reszta mojej popapranej rodzinki na słowa „brak ciepłej wody” reaguje tylko salwą szyderczego śmiechu, więc rachu – ciachu i już na drugi dzień jesteśmy na miejscu.

Kamienica Królewska – szumna nazwa zwykłej kaszubskiej wiochy nad Jeziorem Kamienickim, w której w iście kaszubskim stylu nie ma nawet dojścia do tegoż jeziora, bo teren przybrzeżny jest w rękach prywatnych... dramat! Jedyne sensowne zejście do drugiego jeziora (Junno) okazuje się z kolei dzikim polem campingowym, gdzie brak nawet najprostszego kibla. Aż strach wchodzić do okolicznych lasów!


Nasza ekipa małolatów
Nasze krejzole ;)

Działka naszego znajomka też mnie na kolana nie powala, bo też niewiele na niej jest. Właściwie to na razie częściowo plac budowy, ale z dużym potencjałem... Nasz kumpel oprowadza nas jednak sumiennie po tym przyszłym raju i nie sposób nie dać się uwieźć jego entuzjazmowi! Na dzień dzisiejszy do dyspozycji mamy jednak tylko trawę, dwa stare kontenery, hałdę glinopiachu i infrastrukturę w wersji „na harcerza”. Nasze bachonarium jest jednak zachwycone: ma towarzystwo dzieciaków naszych znajomych, przestrzeń, górę piachu, żeliwną, stara wannę i nieograniczony dostęp do wody ze szlaucha! Żyć nie umierać! Po dwóch godzinach cała czwórka wygląda jakby właśnie wyszła spod woodstockowej sceny... 


wanna na trawie
kąpiel w słońcu!



makre dzieci
Wodne zabawy bez końca!

Mój Stary też czuje się jak ryba w wodzie: z browarkiem i gazetką w łapce, na hamaczku, przy ognisku i z dobrym kompanem do długich rozmów. Bajka! Na dodatek nasz kumpel już pierwszego dnia stwierdza, że prysznic i ciepła woda to jednak „must have” i jedzie do hurtowni po sprzęt. Wraca z całym naręczem zabawek dla dużych chłopców i przez kolejne dni odgrywa rolę Boba Budowniczego. Mój mężuś staje się oczywiście jego prawą ręką. Szlifierki, przecinaki, wiertarki, piły do metalu, iskry lecą, rury się walają, a nasi dwaj politolodzy w krótkich spodenkach i bez butów w amoku tną kontener i zakładają bojler, prysznic i zlew! Z ich humanistycznych głów aż paruje, ale banan z gęby nie schodzi! (Jak się łatwo domyśleć umyliśmy się dopiero, kiedy wróciliśmy do domu.)


tata budowlaniec
Iskry lecą!


Z całego towarzystwa ja bawię się niestety najgorzej. Chyba za karę za to, że tak psioczyłam na spartańskie warunki, dopada mnie coś, przy czym wszystko schodzi na drugi plan – alergia! Ale nie takie tam zwykłe kichanie i katar, nie nie! Od pylącej dookoła trawy (i pewnie jeszcze tysiąca innych rzeczy) z zapchanego nosa ciurkiem leci mi woda, oczy są jak dwie banie, cała jestem osłabiona... w piątek jakoś daję radę, w sobotę ratuję się lekami, ale i tak już jest kiepsko, w niedzielę moja gęba jest już cała czerwona, skóra przesuszona i na dodatek dostaję zapalenia spojówek... pół dnia funkcjonuję jak zombi!

Także tego... może to nie takie głupie, że na ten czerwiec sobie nic nie planowaliśmy, może dobrze, że siedzimy na chacie. Wyjazdowy bezplan musi w moim przypadku jeszcze trochę potrwać. Całe szczęście, że mieszkamy nad morzem, a tu tylko woda, piach i drzewa iglaste. Mogę odetchnąć pełną piersią!

Kaszuby romantycznie
Klara romantyczka


Moje skarby
Brat i siostra


P.S. Mam nadzieję, że Bob Budowniczy będzie jeszcze potrzebował swojej prawej ręki i zaprosi nas na działeczkę w jakimś mniej pylącym okresie... bojler sam się przecież nie założy ;)


Komentarze

Popularne posty