Z Marudami na Rodos - nieoczekiwane wakacje 2020!

Wakacje 2020. Wyjątkowo trudne do zaplanowania. Ja rezygnację z dłuższych wyjazdów chciałam zrekompensować sobie choć krótkim zagranicznym urlopem. Tak, wiem, że Polska też jest piękna, trąbią o tym wszyscy blogerzy – podróżnicy, którzy nagle odkryli Stare Juchy, Swornegacie i Pacanów, ale mnie już ciągnęło za granicę! Chciało się do słońca, ciepłego morza, do nie polskiej kultury... chociaż na chwilkę! A tu taki psikus! Wszędobylski wirusek, ryzyko kwarantanny ze Starym i bachorkami w jednym (o zgrozo!) mieszkaniu i niepewność odwołanych lotów... 

Plaże Grecji
Wieczorna plaża













Mój Stary jak mantrę powtarzał, że on już raz na kwarantannie w tym roku był i na drugą się nie wybiera i że nigdzie nie lecimy, ale, jak się łatwo domyśleć, ja miałam na ten temat zupełnie inne zdanie! Ja wierzyłam że się uda... Wkrótce on tak już miał dość mojego „mendzenia” i „glendzenia”, że (dla świętego spokoju oczywiście) orzekł głośno „a rób sobie co chcesz!” No więc zrobiłam. I na drugi dzień bilety były już kupione. Odwrotu nie było. Mój Stary straszył oczywiście dalej, że to się dla nas źle skończy, ale cofnąć się już nie za bardzo mógł i ostatecznie wylecieliśmy. 

W samolocie
"Jeszcze mamy szansę zginąć..."

Lot w tamtą stronę wydawałby się najzupełniej normalny, gdyby nie nasz synalek, co to się za moimi plecami programu po tytułem „katastrofy lotnicze” naoglądał... Po jakże szczęśliwym starcie orzekł: „Jeszcze mamy szansę zginąć” i wierzcie lub nie, ale w jego oczach tliła się obok lęku jakaś iskierka nadziei, że może jednak dojdzie do tej przygody życia...

Druga sprawa, że tuż przed nami siedziała znajoma rodzinka. Ich dwuletnia córka darła się całą drogę, dosłownie wyła, jakby ją ktoś ze skóry obdzierał. Już po wylądowaniu i uspokojeniu najmłodszej ich starszy syn bez słowa zapowiedzi puścił na ich bagaże i na swą siostrę wielkiego pawia. A na dokładkę naszą styraną tymi samolotowymi atrakcjami znajomą zabrali jeszcze na lotnisku na badanie na obecność koronawirusa... Już wtedy pomyślałam, że skoro to wszystko nie spotkało o dziwo nas, to mamy jednak trochę farta i możemy zacząć rozkoszować się tygodniowym urlopem na greckim RODOS! 

Kamieniste plaże Rodos
O zachodzie słońca...

Rodos to wyspa, na której tydzień to absolutnie wystarczająco dużo czasu, by zjechać ją całą wzdłuż i wszerz i zaliczyć większość, o ile nie wszystkie najważniejsze must see.

PLAŻE
Jest ich wiele. Są różnorodne: kamieniste, piaszczyste, z drobnymi kamykami, w malowniczych zatoczkach i rozległym horyzontem. Połączenie gór i morza zawsze będzie robiło wrażenie i każdy normalny człowiek chciałby będąc na wyspie zobaczyć choć kilka takich plaż. Doświadczenie pokazuje mi jednaj, że dzieciorstwo nie należy do kategorii ludzi normalnych. A przynajmniej nie to moje. Moją dwójkę trzeba było siłą wyławiać z hotelowego basenu i tłumaczyć sensowność wyjazdu na plażę... 

Na basenie
Na bombę!


Wygłupy rodzenstwa
Złap mnie jeśli potrafisz!

Za pierwszym razem poszło całkiem szybko, ale każdy następny wyjazd stykał się z coraz większym oporem. Na plażę? Znowu? I zawsze coś było nie halo: a to przez skałki trudno było wejść do wody (Anthony Quinn`s bay), a to kamyki były tak gorące, że nie dało się nogi postawić (Traganou beach), a to park wodny (Tsambika beach) był za trudny (Klara), albo za nudny (Tymon), a to woda była za słona i szczypało (po pierwszym razie już wszędzie)... 

Snorking
Wyłowione skarby

Biegnący chlopak
bajkowe widoki - nowa energia!

Poczywiście wracali zadowoleni, ale swoje musieli najpierw wyjęczeć, co by się Starym w głowach nie poprzewracało na tym urlopie! Jedyną plażą, na której obyło się bez miauczenia był Przylądek Prasonissi na południowym krańcu wyspy. To właściwie dziwne biorąc pod uwagę, że jechaliśmy tam dosyć długo, nie kąpaliśmy się, bo plaże opanowane były przez wind- i kitesurferów, a wiało bardziej niż w Gdyni... Właściwie zrobiliśmy na plaży tylko dłuższy spacer. Ten przylądek jednak był tak bajkowy ze wszystkimi swymi kolorowymi jak motyle powiewającymi spadochronami i dwoma stykającymi się, a jednak zupełnie różnymi morzami, że nie sposób było nie ulec tej magii. I jeszcze przemiły pan kot dołączył do naszej kolacji i w swej uprzejmości pomógł Klarze skończyć danie... 

Przylądek Prasonissi
Na styku dwóch mórz

MIASTA 
Na wyspie Rodos największą sławą cieszą się dwa miasta: Rodos i Lindos. Oczywiście w obu znaleźć można piękne plaże, które też warto odwiedzić, ale po obu można przede wszystkim pochodzić i nasycić oko piękną, starą architekturą, zagubić się w labiryncie uliczek, podziwiać wielkie mury okalające Rodos i tamtejszy port, wdrapać się na sławetny akropol w Lindos... 

Lindos nocą
Lindos nocą

Chłopak podczas zwiedzania
Dajcie klapnąć!

Można, ale oczywiście trudno tego dokonać na pełnym luzie z małymi człowiekami, których po przejściu pięćdziesięciu metrów bolą nogi tak, że „zaraz umrę”! Wybawieniem z opresji jest co prawda podwójna porcja lodów, ale nie oszukujmy się! To ratunek tylko chwilowy i uśmierza śmiertelny ból nóg tylko na jakieś dziesięć minut. Także tego... fajnie, ale co by nie nadszarpać nerwów to sobie po prostu siądźmy i powdychajmy atmosferę miasta przy kolacji, zimnym piwku i kolejnych lodach. 

Mury Rodos
Znów każą nam bez końca łazić!

Klimatyczne knajpki na Rodos
Przemiły koniec zwiedzania 


REZERWAT MOTYLI 
Niewiele ponad 30km od Rodos, w centralnej części wyspy znajduje się rezerwat motyli. Dla kogoś, kto chciałby uciec na chwilę od leżenia plackiem lub bezmyślnego wydawania kasy na miastowe pierdoły jest to idealna propozycja. Zwiedzając rezerwat przechodzi się przez zacienioną dolinę pełną delikatnych motyli. Moje dzieciaki nawet bardziej niż motylami zainteresowały się pomieszkującymi tam krabami, które żywiły się właśnie owymi chronionymi owadami. Przyglądaliśmy się jednemu dłuższą chwilę. Przedziwny widok: powolny, pokraczny krab polujący na płochliwe i szybkie motyle... ma się wręcz wrażenie, że ten biedak zdechnie tam z głodu... mój Tymon bardzo mu kibicował...

W zabytkowym Rodos
"Zwiedzanie" Rodos

Mnie z kolei w dolinie tej zafascynował inny widok. Nie sposób było nie dostrzec tam naszych rodaków. Mimo wszelkich zakazów płoszenia motyli, łapania ich i hałasowania byli to jedyni turyści, jakich spotkaliśmy tam na swej drodze, którzy dla dobrego ujęcia nawalali w nie kamieniami, żeby się trochę rozfrunęły. No, a absolutną furrorę zrobiła rodzinka, która do rezerwatu motyli wybrała się po prostu... z siatką na motyle! Co tam będą jakieś przepisy respektować, na dodatek nie ich własne i się w ochronę przyrody bawić! W końcu za bilet zapłacili, to powinny motyle głupie wziąć to pod uwagę i się ładnie do fotki rozlecieć kolorowo i dać się w łapę też złapać, a nie tak się chować po kątach...

EPILOG
Rodos to wypoczynek dla niezbyt aktywnych i wymagajacych przede wszystkim dużej dawki słońca turystów. Dla czterdziestki z dwojką dzieciaków i zestresowanym mężem idealnie! Biorąc pod uwagę ówczesny przyrost zachorowań, to było tam nawet bezpieczniej niż w kraju. Drobne mankamenty w postaci marudzenia na za słone morze i zwiększonej dawki Polaków cebulaków jakoś da się przełknąć. Relaks i tak gwarantowany!

Komentarze

  1. Świetny opis, byliśmy w tych wszystkich miejscach, oprócz Lindos. I wiesz co? Zarówno dzieciaki, jak i my mieliśmy dokładnie takie same spostrzeżenia dotyczące ichnich plaż. Było pięknie, ale w hotelowym basenie najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, oczywiście! Basen bije chyba u wszystkich rekordy popularności! A swoją drogą, to po greckich plażach nie sposób nie docenić naszych złotych, mieciutkich, piaszczystych plaż...

      Usuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty