Klara

„Klara?! To taka gruuuuba, staaaara baba!!!” - rzekła moja mama, kiedy zapowiedziałam jej jak będzie się nazywać moja przyszła córka. - „Co to za imię?!”- dodała wydymając przy tym z niesmakiem usta na samo wyobrażenie swojej przyszłej wnuczki – grubej baby.

„Klara – blachara” – rzekł bez zastanowienia Mój Stary i jak zwykle uśmiał się sam ze swojego suchara...I jak zwykle nasz synalek to po nim podłapał i do dziś tak do niej w złości mówi...

Klara nie jest jednak ani gruuuuba, ani blachara... ale niestety już teraz to Baba! Kawał z niej takiego upartego, pokrzykującego na nas Babsztyla, co to potrafi nam paluchem pogrozić, jak nie jesteśmy grzeczni i położyć się na środku drogi, żeby zmasakrowany wyciem ojciec w końcu pogodził się ze swoją rolą rodzinnego wielbłąda i wziął „na głowę”. Czyli matka moja jednak trochę miała rację...

Klara jest poza tym absolutnie dziewczyńska - paniusia zakochana w tańcu, długich włosach i księżniczkach Disneya. I pomimo swojego charakterku do wyjazdów też jakoś się nadaje. Głównie dlatego, że pomimo wszystko promienieje wewnętrzną pozytywną energią i do wszystkich się śmieje! Miało to wyjątkowo duże znaczenie zwłaszcza podczas wyjazdów do Azji. Klara bez problemu oddawała się na ręce wszystkim chętnym Tajom i Tajkom i z bananem na twarzy dawała się fotografować. A jej ewentualne fochy nasz rodzinny cyrk nauczył się zbywać milczeniem lub wyśmiewał jednogłośnie – reakcja w cyrku przecież naturalna. No, może z wyjątkiem Starego o miękkim sercu, który zawsze się na te fochy dawał nabrać...

Podróże Klary też nigdy nie należały do specjalnie ekstremalnych. Z dwójką bachorów Starym się już po prostu nie chciało. Wszystko po łatwiźnie. Dzięki temu w przeciwieństwie do brata, swojego guru, Klara nigdy się nie zgubiła, nie wylądowała w szpitalu, nie tonęła, nie jadła kiepów z plaży i nie wypiła przypadkiem whiskacza z colą.

Jeszcze ją więc dużo trzeba nauczyć...


Komentarze

Publikowanie komentarza

Popularne posty