Księżunio


W naszym cyrku długo panowała anarchia. Ach! Piękne to były czasy! Tym bardziej dziwne, że nie wiadomo kiedy daliśmy się przekabacić i teraz mamy monarchię...monarchię absolutną na dodatek. Nie mamy wprawdzie króla, ale od 2010 roku mamy miłościwie nam panującego Księżunia!

Księżunio przyszedł na świat skromnie, jako zwykły Tymon. Nic nie zapowiadało wtedy jeszcze rewolucji. Wtedy od razu pasował do nas jak ulał: bezproblemowy, niepłaczliwy, marzycielsko uśmiechnięty i oddany sprawie, czyli Cyrkowi. Od pierwszego dnia stał się w nim głównym artystą – takim do absolutnego uwielbienia. Zyskiwał fanów wszędzie, gdzie się pojawiał.

Wyjazdy, podróże i poczucie humoru wyssał z mlekiem matki. Zamiłowanie do roweru, namiotowania i mazurskich jezior dostał w spadku po ojcu. Jako czteromiesięczny bobo zaliczył swoją pierwszą zagraniczną podróż i lot samolotem (spał słodko od wejścia na pokład). Jako półroczniak nocował na skłocie w Londynie. W Tajlandii z lubością oddawał się w ręce każdemu Tajowi, a w Wietnamie kręcił filmiki szczurom biegającym w przydrożnym barze, gdzie jedliśmy... Obuwie na kampingu zakłada tylko, gdy wsiada na rower...

Tymon – podróżnik jest typem na maxa niewymagającym. Od przyjścia na świat podróżował z nami (z wyjątkiem Krety, gdzie nie dotarł, bo zapomnieliśmy, że jego paszport stracił ważność i z lotniska zabrała go do siebie babcia..a my tonąc we łzach polecieliśmy sami). Tymon bez problemu nocuje wszędzie: w głośnym hostelu, na lotnisku, pod gołym niebem. Wiedząc o wyjeździe potrafi wstać o 3 w nocy i w dziesięć minut stać już ubrany, gotowy do drogi. Bez jednego miauknięcia.

Lata jednak mijają, okres nastolatka „niedowytrzymania” zbliża się wielkimi krokami i nagle nasz miłościwy dotąd Tymonek staje się zblazowanym, rozpieszczonym (oczywiście przez nas) cyrkowym tyranem. Podróże w dalszym ciągu kocha, ale zawsze znajdzie się jakieś „ale”: a to netu nie ma, a to kąpać się nie można, a to łażenia za dużo...Miauczenia, skamlenia i utyskiwania coraz więcej! Na dodatek od kilku lat nasz monarcha dostał do pomocy Księżną Klarę, którą przez kilka lat szkolił, a teraz wspólnie urządzają nam co dzień Cyrk Dwóch Tyranów!

Żeby to jakoś psychicznie znieść i nie popaść w paranoję kręcimy sobie ze Starym z naszego starszego bekę i nazywamy Księżuniem (Tak, nasz Księżuniu, my pokorni słudzy przyniesiemy Ci kolacyjkę pod buziaczka i podmuchamy jeszcze herbusię żebyś sobie gębusi nie zjarał). Nasz Księżunio wtedy się z reguły opamiętuje...i też się śmieje...z reguły, bo czasami wpada w furię i wydziera na nas japę, jak na prawdziwego Księżunia przystało!
Księżunio z lasiami w Hanoi

Komentarze

Publikowanie komentarza

Popularne posty